..
Drugi świat ;-)

6 | 6279
 
 
2011-12-23
Odsłon: 1157
 

Panel Love!!!

4 Grudnia, 10 stopni, 5:30 budzik dzwoni, rozespany myślę sobie, ale kiszka dalej mam temperaturę 37,5 i wczorajsze przeziębienie nie chce się poddać. Z wielką niechęcią wstaje i jakoś nie mogę ogarnąć tego, że za 5 godzin mam się rozgrzewać. O 6:30 wraz z Mamą jesteśmy już po Kajtka i zgodnie z planem jedziemy do Brzeszcz, gdzie przesiadka do tym razem Audi, a nie trzy-metrowego wehikułu ;-).Już w prawie pełnym składzie: Gosia, Renat, Kajcio i Ja kierujemy się na Kraków, skąd zabieramy jednego z największych Pochylco-maniaków – Piotrka Schaba ;-).


 

Zapisuję się na listę bez większych problemów, poza tłumaczeniem się, że nie mam drukarki w domu, żeby wydrukować zgodę i mam pisaną ręcznie ;-). Piotrek i Kajtek też zapisani. Natomiast teraz niezła niespodzianka, gdy Gosia próbuje się zapisać mówią, że skończyły jej się wczoraj badania i nie może bez nich wystartować. Renat (tata Gosi) decyduję, że siedzenie na zawodach nie będzie miało sensu i wrócą do domu. My się z tym zgadzamy i chęć odwiedzenia restauracji na dworcu PKP, gdzie obiad za 10 zł jest nie do zchapania jest bardzo silna ;-).


 

Eliminacje jak to zwykle bywa na juniorskich zawodach: jedna droga ok 6c+, druga ok 6b, więc mimo tego, że nie czuje się najlepiej udaje mi się skończyć obie drogi i jestem w finale ( i tak bym był nawet, jeśli odpadł bym na pierwszym chwycie, ze względu na ilość zawodników ;-)

Finał to już inna bajka. Hala TOSiR-u oferuje całkiem duże przewieszenie (nasz finał) i nie wygląda już tak łatwo. Początek po klamkach z piętkami po kancie i przejście w lekkie przewieszenie po krawądkach, ściskach i oblaczkach oraz końcówką z dynamicznymi ruchami. W strefie jak zwykle dużo śmiechu i trochę jakoś lepiej się poczułem, pomyślałem może jednak coś z tego będzie. Idę jako przed ostatni z juniorów młodszych, po mnie Piotrek. Startuje... początek łatwo dochodzę do restu teraz krawądki, kilka ruchów i łokcie powoli do góry. Losowe miejsce rozegrane dobrze, ruch... przedostatnia wpina, już nabity sięgam dynamicznie do topu i trafiam w nic, a mogłem wpinać z poprzedniego chwytu i zrobić ;-). No teraz czas na Piotrka, przechodzi bez problemu losowe miejsce też ok, dynamicznie do topu, utrzymuje. Pozostała część zawodników spada w różnych miejscach, kilka osób na losowym miejscu gdzie trzeba było sięgnąć do wpuszczaka wyżej, a nie do stopnia niżej, no cóż z dołu wyglądał na dobry...drogę topuje jeszcze Alex Raczyński, który wygrywa zawody. U płci pięknej droga wyglądała równie fajnie jak nasza, niestety nie miałem już ani energii, ani ochoty żeby jej skosztować. W juniorkach wygrywa Patrycja Gawlas , w juniorkach młodszych Barbara Szumlańska. Zainteresowanych pełnymi wynikami odsyłam na stronę PZA . 01:00 Poniedziałek – po ciekawych bataliach na krakowskim dworcu PKS (koniec zawodów ok 17 godz.) jestem już w domu.


 


 

9 Grudnia, 16:00 jadę busem do Krakowa, gdzie mam przesiąść się do fury, której kierowcą jest Mar po jego prawej stronie siedzi Niedźwiedź, tylną kanapę zajął Skręt i Piotruś i Ja. Kierunek Wrocław, gdzie odbywają się Mistrzostwa Polski w prowadzeniu i PP na czas. Ja i Piotrek możemy startować tylko poza konkurencją, ponieważ do ukończenia 16 lat (wymagany wiek) brakuje nam jeszcze trochę. Przepis trochę bez sensu i w sumie nie wiem dlaczego istnieje. Wiedziałem to już przed wyjazdem, ale decyzja padła ze względu na ogrom Eigeru i chęć zasmakowania 28 metrów wspinu po „plastiku” :-).


 

Przyjeżdżamy i od razu lepsza atmosfera niż na juniorskich, co powoduje, że kładę się spać o 1 godz. nie tylko z tego względu, ale też przerwa w próbach zespołów rockowych trwa od 1 do 6 h ;-) co skutecznie uniemożliwiało sen. Koniec zapisów o 8, więc dość nie wyspany startuje w pierwszą drogę, w przeciwieństwie do juniorskich musiałem się trochę lepiej rozgrzać. Udaje mi się wpiąć do zjazdówki. Druga droga wygląda trochę poważniej i dobrze zmotywowany dochodzę do końcowej męki (z łac. crux to męka, fajna ciekawostka ;-) drogi. Przyblok z podchwytu, czujny krzyż, wpina i noga wysoko, ruch do oblaczka na odciąg i... lot. Źle miał być pierwsze ruch potem noga wysoko ah... głupi błąd, ale przynajmniej mnie nabiło. Wieczór na wrocławskim rynku i w coffehaven spędzony...hmmm, no inaczej niż wypady na miasto w Bielsku ;-).


 

Na zawody przyjechało 26 zawodników i tyle też do półfinału właśnie wchodzi. Zamknięcie strefy o 10 następnego dnia, na szczęście nie muszę czekać 3 godz. na start tylko 1,5. Półfinałowa droga biegnie już tą częścią ściany, którą miałem największą chęć przewspinać. Najpierw płeć piękna jedna droga dla wszystkich była moim zdaniem dobrym rozwiązaniem bo każdy przeszedł przynajmniej10 metrów. Z pań drogę jako jedyna skończyła Kinga. Drogi nie ma co opisywać. Po prostu się idzie, haczy i nabija. Udaje mi się jako pierwszemu skończyć drogę (z tej drugiej płci). Po mnie przechodzi ją jeszcze Mar i Mechanior. Kraków górą ;-). Do finału wchodzi 8 osób i ja jako dziewiąty. Wraz z Piotrkiem i Alexem postanawiamy, że zładujemy się na nowo otwartej ścianie w Tranogaju i tak jestem poza konkurencją :-). Ścian super polecam, głównie ze względu na drogi, chwyty i formację jaką oferuje, bo wysoka jest niestety tylko na 12 m.

A więc na finałową drogę idę jako pierwszy już „nieco” zmęczony. Spadam 6 chwytów przed topem na masywnym zgięciu z podchwytu. Następne osoby też spadają w tym miejscu. Jako pierwszy mękę przechodzi Mar i kończy drogę, jego wyczyn powtarza Konrad. Gdybym startował „na serio” to bym wracał ze stówką do domu bo tyle za 6 miejsce przysługuje...ehhh. Pełne wyniki na stronie PZA. Tym razem już bez przygód docieram do domku o przyzwoitej porze.


 


 

17 Grudnia, 7:00 po wielu zmianach odnośnie dojazdu na PPJ stoję z Kajtkiem na dworcu PKP. Pociąg mimo licznych ostrzeżeń przyjeżdża punktualnie. Przesiadka w Kato i na Mikołajowie we Wrocku jesteśmy już o 11:40. Po kilku minutowym spacerku jesteśmy na Eigerze. Biorąc pod uwagę, że koniec zapisów jest o 14 decydujemy się na spacer do Lidla.

Ooo startuje pierwszy, oglądanie za chwilę. Ubieram buty i zaczynają pokazywać pierwszą drogę, więc mantluje na górę balda i oglądam. Łukasz Muller (konstruktor dróg) zjeżdża z naszej drogi i wołają mnie do startu. Trawersuje pod ławeczkę do wiązania się sznurkiem i na zimnych łapach rozpoczynam „wyprawę” po żółtych chwytach, która mnie „dość dobrze” rozgrzewa ;-). Kajtek też kończy i jak zwykle marudzi, że jakie to trudne i strasznie nabija ;-)Po długiej przerwie idziemy na drugą-łatwiejszą drogę, którą kończy większość zawodników.

Czas na to za co lubię zawody (zresztą chyba nie tylko ja ;-). Dzięki funkcji Opla Taty Alexa rozkładaniu dwóch siedzeń w bagażniku dojeżdżamy pod galerie Dominikańska, gdzie kolacja w postaci pizzy hat była pyszna, mianowicie:

-Dobry wieczór, czy mogę przyjąć zamówienie?-pyta kelnerka

-Chwila-odpowiadamy

10 minut później...

-No to pizza, pizza i lemoniada z nieskończoną dolewką dla jednej osoby ;-)

-No dobrze-odpowiada niezbyt entuzjastycznie kelnerka

15 minut póżniej

-Proszę...

-A mogę prosić słomkę proszę Pani- pyta Piotrek

-To nie jest żadna Pani tylko Kasia- widząc imiennik kelnerki odpowiada Kajtek

-Haha bardzo śmieszne- mówi zdenerwowana kelnerka


 

Wracamy już z buta. Mój papierowy GPS nie pokazywał dobrze czasu dojścia i świetna orientacja w terenie Piotrka, pozwoliła nam na wybór tego najwolniejszego środka transportu ;-).


 

Następnego dnia finał. Zamknięcie strefy o 10 h. Droga biegnie podobnie do tej na seniorskich, ale są na niej zdecydowanie lepsze resty przez co jest dużo łatwiejsza. Idę jako trzeci od kóńca. Udaje mi się skończyć drogę, po mnie Piotrek również kończy co oznacza superfinał, czyli coś w rodzaju (ze względu na brak czasu na duże modyfikacje)dualu w Arco (prowadzenie na czas). Drogę kończy również Alex i Krzysiek w swojej kategorii. Idziemy na naszą drogę zmienioną, ale nie pod względem trudności. Udaje mi się skończyć drogę w 3min 36 sek. co dało mi 30 sekundową przewagę nad Piotrkiem i pierwsze miejsce. W juniorach wygrywa Alex który przechodzi tą 17- wpinkową drogę w 3min 14sek. ;-). Pełne wyniki na stronie PZA.

Pełna galeria zdjęć z PPJ w Wrocławiu na stronie Skarpy 


 

Koniec zawodów oznacza też koniec tego cyklu treningowego, czas restu i czas świąt, więc życzę wszystkim zdrowych i wesołych Świąt.

Adrian Chmiała


 

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 
Adrian Ch 2011-12-24 12:00:24
Dzięki
Mati 2011-12-24 11:10:55
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Daleszego zapału do wspinania i pisania bloga ;) Serdeczności. p.s. A w Tarnowie to na TOSiR-ze były zawody,a nie na Tovii ;P


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd